Tylko my, nie zdając sobie z tego zupełnie sprawy, mogliśmy wybrać się do Szczawnicy akurat w niedzielę, która następowała po redyku (czyli uroczystym sprowadzeniu owiec z hal). Na to wydarzenie zjeżdża się co roku spora część Polski i od teraz będziemy pamiętać o tym, by sprawdzać przed wyjazdem, czy przypadkiem nie jest to akurat TEN weekend. Jest to pierwszy wpis z cyklu „Gdzie w góry z dziećmi”, w którym to cyklu podzielę się z Wami mniej lub bardziej znanymi szlakami i miejscówkami odpowiednimi też dla najmłodszych. Choć bardziej będzie to opis wrażeń i kilka wskazówek. Ale (!) zacznijmy od początku.

Kochamy góry. Jako, że mieszkamy pod Krakowem, wcale nie musimy planować kilkudniowych podróży, by po górach mniejszych i większych przejść się całą rodziną. Zazwyczaj staramy się omijać miejsca, które zna i do których kieruje się cała Polska, ale tym razem zrobiliśmy wyjątek. To i dobrze, i źle, ale o tym za moment.

Szczawnica to idealne miejsce na wypad w góry z dziećmi — Wąwóz Homole i inne atrakcje

Piszę to całkowicie szczerze. Jest tam fantastycznie przemyślany ciąg pieszo-rowerowy wzdłuż Dunajca (rowery można wypożyczyć) ciągnący się aż do Słowacji. Sprawdzi się doskonale zarówno dla większych, jak i dla nieco mniejszych rowerzystów i spacerowiczów. Jest kilka „delikatniejszych” niż Trzy Korony podejść, które również będą świetnym deptakiem spacerowym. My, tym razem, zdecydowaliśmy się na przejście wspomnianym wcześniej ciągiem pieszo-rowerowym oraz Wąwozem Homole. Ten drugi to jedna z najpopularniejszych miejscówek w pobliżu Szczawnicy i jestem pewna, że każdy internetowy (i nie tylko internetowy) przewodnik poprowadzi Was właśnie tam. Zaparkowaliśmy na parkingu tuż przy Wąwozie (wpiszcie w Google „wąwóz homale parking”) i idąc wyznaczonym szlakiem w górę dotarliśmy do kolejki linowej Homole, którą zjechaliśmy na dół.

Dobry strój to podstawa

Trafiliśmy na przepiękną pogodę (zawsze sprawdzamy prognozy na stronie meteo.pl), jednak, jak to jesienią bywa, ilość błota była ogromna i stała się czynnikiem decydującym o tym, że zjechaliśmy z góry kolejką, a nie zeszliśmy pieszo. Nawet w dobrych butach schodzenie w tych warunkach byłoby ryzykowne. Mijaliśmy po drodze wiele osób w białych adidasach, trampkach, a nawet japonkach, co było po prostu nieodpowiedzialne. Małe dzieci w tenisówkach nie były w stanie utrzymać się na śliskich kamieniach, a rodzice nie byli w stanieć tych dzieci utrzymać w pionie. Pamiętajcie więc o tym, by idąc w góry (nieistotne, czy z dziećmi, czy bez dzieci) wybrać odpowiednie obuwie oraz strój (im wyżej, tym chłodniej — nawet jeśli pogoda na dole jest przepiękna, na szczytach często „pizga złem”).

Kalosze również nie są odpowiednim typem obuwia w kontekście chodzenia po górach.

Szczawnica jest przepiękna — warto było szaleć tak!

Co do tego nie ma wątpliwości. Widoki nas zachwyciły i sprawiły, że zechcieliśmy tam wrócić raz jeszcze. Choć muszę przyznać, że droga powrotna nas na początku nieco zniechęciła…

Gdzie popełniliśmy błąd?

Wyjdziemy na ignorantów, ale naprawdę nie mieliśmy pojęcia, że istnieje coś takiego jak redyk. Dlatego też tym bardziej nie przyszło nam do głowy sprawdzać, czy coś takiego odbywa się akurat w ten weekend, kiedy to my postanowiliśmy wybrać się do Szczawnicy. Przemarsz owiec ulicami miasta, mimo, że odbył się dzień wcześniej, drastycznie wpłynął na czas spędzony przez nas w samochodzie. Okazało się bowiem, że na redyk, co roku, zjeżdża się (tak na oko) połowa Polaków. Co prawda w niedzielę rano trasa zajęła nam 1,5 godziny, bo o poranku chyba wszyscy (poza nami) śpią, ale za to wieczorem wracaliśmy do domu (90 km) 5 godzin i 14 minut. Obejrzeliśmy w tym czasie dwie części Harrego Pottera.

Moja rada dla Was (i sama następnym razem ją zastosuję) jest taka, by do Szczawnicy jechać nie w weekend, gdy są tam wszyscy góromaniacy (zwłaszcza, gdy pogoda dopisuje), a w tygodniu. Drugą opcją jest nocowanie w Szczawnicy i wyjazd w poniedziałek rano. Problemem tej miejscowości (a właściwie to kierowców wyjeżdżających z niej) jest to, że prowadzi do niej JEDNA DROGA. Nie ma możliwości odbicia w bok, ominięcia korku. Sam wyjazd ze Szczawnicy i trasa do ronda w Krościenku zajęły nam ponad 3 godziny. Nie pamiętam dokładnie, ale jest to chyba około 18 km. OSIEMNAŚCIE KILOMETRÓW. TRZY GODZINY.

W góry z dziećmi — czy warto jechać do Szczawnicy?

Warto! My, choć wolimy wypady jednodniowe, chcemy wybrać się tam na kilka dni i na spokojnie przejść i sprawdzić większość tras, czy zjeść w kilku restauracjach, by mieć porównanie (jeśli nie wiecie, czy knajpa jest dobra sprawdźcie jej ocenę w Google — koniecznie zerknijcie na ostatnie recenzje, gdyż w dobie pandemii w wielu miejscach jakość się popsuła).

Jeśli planujecie jednodniowy wypad koniecznie zacznijcie swoją górską przygodę jak najwcześniej. O świcie na szlakach i na drogach są pustki — wiem, co mówię. Jest to zupełnie inny komfort wędrowania. Zwłaszcza, jeśli nie lubicie tłumów.

error: Nie kopiuj moich treści